<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>nieistniejący blog</title>
	<atom:link href="http://nieistniejacy.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://nieistniejacy.wordpress.com</link>
	<description>myśli złote, srebrne oraz całkiem do dupy</description>
	<lastBuildDate>Sat, 10 Dec 2011 16:32:04 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='nieistniejacy.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://1.gravatar.com/blavatar/75ee78ff2f7bcecba3aa1a9bf29f6ce0?s=96&#038;d=http%3A%2F%2Fs2.wp.com%2Fi%2Fbuttonw-com.png</url>
		<title>nieistniejący blog</title>
		<link>http://nieistniejacy.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://nieistniejacy.wordpress.com/osd.xml" title="nieistniejący blog" />
	<atom:link rel='hub' href='http://nieistniejacy.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>czyz nie dobija sie koni?</title>
		<link>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/12/10/czyz-nie-dobija-sie-koni/</link>
		<comments>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/12/10/czyz-nie-dobija-sie-koni/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Dec 2011 16:32:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nieistniejacy</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://nieistniejacy.wordpress.com/?p=111</guid>
		<description><![CDATA[Na początek przyszedł mi do głowy żart że ten typ literatury który właśnie uprawiam to ginący gatunek. Prawdopodobnie właśnie próbujecie zrozumieć coś co się wydarzyło, nie może być inaczej jeśli czytacie ten tekst. Nie mam za wiele czasu, ale na ile mogę chciałbym wyjaśnić tyle ile zdążę. Właściwie piszę rzeczy w tym stylu już od [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=111&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na początek przyszedł mi do głowy żart że ten typ literatury który właśnie uprawiam to ginący gatunek.</p>
<p>Prawdopodobnie właśnie próbujecie zrozumieć coś co się wydarzyło, nie może być inaczej jeśli czytacie ten tekst. Nie mam za wiele czasu, ale na ile mogę chciałbym wyjaśnić tyle ile zdążę.<br />
Właściwie piszę rzeczy w tym stylu już od dłuższego czasu, właściwie żyję tym tematem odkąd pamiętam. W tej akurat materii nie mam pojęcia czemu. Ale nie pamiętam żebym miał inaczej dłużej niż przez chwilę.<br />
Dokładniej – nie pamiętam wiele takich dni gdzie nie budziłem się z myślą że strzelę sobie w głowę.<br />
I to się tak ciągnie przez przynajmniej 10 lat. Trochę z tym walczyłem, trochę szukałem w tym jakiejś drogi, nazwałem to moim własnym prywatnym rodzajem demonów i starałem się – nawet z małymi sukcesami – znaleźć jakiś kompromis.<br />
Wychodziłem też z naprawdę wielu poważniejszych dołków.<br />
W zasadzie, kiedy o tym pomyślę, relatywnie nie mam wielu powodów do narzekań. Mam umiejętności zapewniające mi lekką, kreatywną i dobrze płatną pracę, mam mieszkanie które bardzo lubię – w końcu – mam moje małe akwarium które rewelacyjnie pomaga na kaca… Mogę dość bezkarnie ściągać i oglądać filmy, co zdecydowanie lubię… większość z tego chciałem mieć, większość jest częścią planu.<br />
Poza akwarium, to było dość spontaniczne.<br />
Mogę sobie tu w każdym razie mieszkać i karmić ślimaki dość bezstresowo tyle na ile przyjdzie mi ochota.<br />
Zmierzam do tego że bywało gorzej. Zmierzam do tego że nie strzeliłem sobie w głowę po żadnej mojej nieudanej bajce, kiedy wszystkie te piękne rzeczy które byłem zdolny jakoś stworzyć i przez moment zatrzymać w czasie nagle ze szponami rzucały się na moją głowę. Nie strzeliłem kiedy wykopano mnie z domu i nie zrobiłem tego kiedy stanąłem całkiem bez pieniędzy w tej smutnej dziurze i odkryłem że po kilku latach pracy i zaniedbywania znajomych nie mam już żadnych. Systematycznie wypełzałem z każdego dołka i z każdego kryzysu wiary, zwykle dość poturbowany, czasem strasznie smutny, czasem strasznie wkurwiony ale z jakiś powodów przesuwałem się do przodu.<br />
„Ty jesteś jak jak ta Nike z Samotraki<br />
O miłości nieuciszona<br />
Martwa, biegniesz z zapałem jednakim<br />
Wyciągając odcięte ramiona”<br />
Pewnie źle pamiętam ten tekst, ale zgadza się z moim nastrojem na ten temat.<br />
Zawsze była też jakaś wiara że gdzieś na końcu tego bezustannego pasma pomyłek i cierpienia jest jakiś rodzaj nagrody, jest jakiś rodzaj światła i ciepła do zdobycia. Jak bardzo by nie był iluzoryczny i przeczący zwykle wszelkiej logice i prawdopodobieństwu – jest coś bardzo uroczego i pociągającego w religii, w samym fakcie wiary. Jak się okazuje jest to również rzecz dość niezbędna.<br />
Zabawne też jak szybko robi się teraz ciemno. Sądziłem że zdążę dopisać to do końca jeszcze za jasności.<br />
Ostatecznie zrobiłem się strasznie zmęczony. Wszystko czego się dowiedziałem, to co przeżyłem, spotkałem, poznałem i zrozumiałem ostatecznie nie jest żadnym rodzajem rozwoju, ani postępu. Jest w tym rodzaj błędnego koła, bezustannego kiblowania elementarnych lekcji matki natury. Czuje się raz za razem jakbym podnosił głowę tylko po to żeby po niej dostać.<br />
Ktoś powiedział mi słysząc to że trochę tak jest że szczęście kosztuje. Ból i radość występują jedynie w sprzedaży pakietowej, nie da się dostać jednego bez drugiego.<br />
Nie spodziewam się żeby to była prawda. Nawet jeśli tak jest – tym bardziej się na to nie zgadzam. Nie zgadzam się na wiele podobnych reguł, i najwyraźniej kompletnie nie umiem z nimi grać.<br />
Nie no, serio? Jak mam wytłumaczyć komukolwiek coś takiego żeby nie znając mnie – zrozumiał?<br />
Może od drugiej strony: na swój sposób cieszę się z miejsca do którego idę. Marzę o tym od dawna. Nie mieć tego bezustannego bredzenia myśli w głowie, nie mieć tej masy uczuć na każde zawołanie, każde wspomnienie, każdy zapach, nie mieć tego uczucia perfekcyjnej samotności, żalu do niczego o nic, nie mieć wspomnień ani marzeń.<br />
Mam cholerną nadzieję że wszystkie te opowieści o chmurkach i aniołkach z harfami to bajki dla dzieci i ostatecznie to co czeka na nas wszystkich to zimna pusta onyksowa czerń w której wszystko co w nas jest jasne, świadome, ostre, myślące i konkretne po prostu rozpuszcza się i znika.<br />
Pewnie będzie boleć jak cholera. Wciąż warto. No i jak by nie patrzeć – prędzej czy później – nie da się ominąć tego problemu.<br />
Zostawiłem trochę wierszy na pulpicie, są strasznie stare. Miałem zamiar wrzucić je razem z tą notką ale poprzestanę na jednym. Napisałem go bardzo dawno temu i o ile wydaje mi się czymś strasznie naiwnym – mój stan ducha z w wtedy – jest też dość trafny.</p>
<p>Przyjdzie dzień że ruszę w drogę.<br />
Bo może gdzieś tam mam przyjaciół<br />
Spakuję w sakwę mój lęk i trwogę<br />
I matce za modły zapłacę<br />
Spakuję księżyc w mały chlebaczek<br />
I gwiazdy włożę w skarpety<br />
I nie zapytam już „po co” „za co”<br />
Stuknę obcasem o trakt&#8230;<br />
Jutra<br />
Nie będzie niestety.</p>
<p>Wezmę na drogę zapach kadzidła<br />
I zieleń ścian w mym pokoju<br />
Z pryczy mej zbiorę spokoju sidła<br />
Gdym się w sen plątał wśród znoju<br />
Zmiotę kurz z książek, włożę do głowy<br />
A nuż się przyda na szlaku<br />
Ze świeczki schowam w kieszonkę ogień<br />
Drzwi już nie zamknę – bo na co.<br />
Z lustra w łazience ukradnę odblask<br />
Mych podkrążonych oczu<br />
Ostatni uśmiech wyślę spokojnie<br />
Śpiącemu na kocu kotu.<br />
Muzykę wszelką wyłączę w domu<br />
Wszystkie pogaszę światła<br />
Wychodzę na zimno i deszcz ze schronu<br />
Żegnać – to rzecz niełatwa.</p>
<p>Raz jeszcze zjadę na sam dół windą<br />
Raz jeszcze skrzypnę jej drzwiami<br />
Raz jeszcze nogi po schodach pomkną<br />
&#8230;i spojrzę w nieba firmament<br />
Na utrudzone plecy zarzucę<br />
Ciężką jak zbawcy krzyż sakwę<br />
W której mi ciąży to, co opuszczę<br />
Opuszczać tez nie jest łatwo.</p>
<p>Pójdę przed siebie ścieżynką leśną<br />
Przechodząc drzewa zasmucę<br />
Niebiosa milczą, lecz drzewa wiedzą:<br />
Wiedza, że ja już nie wrócę.</p>
<p>29.10.03           16:09</p>
<p>Nie wiem, tym razem chyba nie stać mnie na tak emocjonalny przekaz. Choć muszę przyznać że trochę się boje. To chyba najbardziej wyraźne uczucie które mam.<br />
No i trochę mi smutno. Od kiedy napisałem tamtych kilka słów dorosłem żeby stać się silniejszym, mądrzejszym, bardziej wrażliwym i zdecydowanie bardziej opanowanym facetem. Żadna z tych rzeczy nie pomaga mi w niczym, jedynak sam fakt ich istnienia jakoś poprawia mi nastrój. Podobnie cała wiedza którą zdobyłem, której najwyraźniej nie ma nikt inny, podobnie rodzaj estetyki, i gustu do muzyki czy filmów. Nie wiem. Wszystkie te drobiazgi które widzę ja i których nikt nie może dostrzec.<br />
Ogólnie trochę słabo się pozostawia takie życie które jakoś globalnie nic nie wnosi. Zawsze chciałem przekazać chociaż rodzaj jakiejś inspiracji, drogowskazu, jakiś rodzaj otwartego dzieła.<br />
Gdzieś po drodze zgubiłem te ambicje, nawet nie mogę sobie przypomnieć gdzie.<br />
W zasadzie szkoda mi też że zniszczyłem większość moich szkiców. To były takie małe ikonki z marzeniami. Większość przedstawiała domek albo drzewko albo coś. Szczególnie te z domkiem były ładne.<br />
O, wiem, wrzucę tu ciepło. To strasznie stary tekst, napisany po to żeby zrobić na kimś wrażenie, podzielić się marzeniami, utrwalić w czasie coś, czego nigdy w życiu nie spotkałem. Będzie gdzieś poniżej. Jak czytam ten tekst po takim czasie – powstał jak miałem z 20 lat – wydaje mi się strasznie… krótki. Jakby moja wyobraźnia o nim uczyniła go legendarnym większym, dłuższym, lepszym. Jakby kiedyś miała powstać jakaś wersja 2.0 która na razie jest jedynie w mojej głowie. Nie powstanie. I to właśnie jest ta smutna rzecz.<br />
Podobnie z tym domkiem.</p>
<p>Im dłużej siedzę nad tą kartką tym mniejsze to ma znaczenie. </p>
<p>Najwyraźniej resztę zabieram ze sobą.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nieistniejacy.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nieistniejacy.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nieistniejacy.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nieistniejacy.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nieistniejacy.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nieistniejacy.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nieistniejacy.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nieistniejacy.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nieistniejacy.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nieistniejacy.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nieistniejacy.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nieistniejacy.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nieistniejacy.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nieistniejacy.wordpress.com/111/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=111&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/12/10/czyz-nie-dobija-sie-koni/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/42f00ab7181b15bdf4ee49b411a90202?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">n.</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>ciepło</title>
		<link>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/12/09/cieplo/</link>
		<comments>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/12/09/cieplo/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Dec 2011 16:10:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nieistniejacy</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://nieistniejacy.wordpress.com/?p=108</guid>
		<description><![CDATA[Ciepło. Wszyscy zawsze pamiętają zapachy – cukierkowy zapach szarlotki piekącej się w piekarniku, egzotyczny zapach pomarańczy zamienionej w pucołowatego goździkowego jeżyka, tajemniczy i magiczny zapach suszących się ostatnich jesiennych ziół wiszących nad piecykiem. Wszyscy pamiętają zapachy i odwracają głowę przez dziesiątki lat w tył, kiedy tylko choćby lekka nuta jabłek, goździków czy szałwii zawiśnie w [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=108&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ciepło.<br />
Wszyscy zawsze pamiętają zapachy – cukierkowy zapach szarlotki piekącej się w piekarniku, egzotyczny zapach pomarańczy zamienionej w pucołowatego goździkowego jeżyka, tajemniczy i magiczny zapach suszących się ostatnich jesiennych ziół wiszących nad piecykiem. Wszyscy pamiętają zapachy i odwracają głowę przez dziesiątki lat w tył, kiedy tylko choćby lekka nuta jabłek, goździków czy szałwii zawiśnie w powietrzu. Wszyscy, ale nie ja. Ja pamiętam ciepło.<br />
Jak tej zimy, kiedy ganialiśmy się po ogrodzie wśród rozanielonych własną światłością drzew i kwiatów – wielkich podśnieżnych nieobecnych. Próbowaliśmy lepić śnieżki z rozbłyskujących białych gwiazdek nabieranych w ręce, ale one zupełnie nie chciały pasować jedna do drugiej i tylko sypaliśmy na siebie tym migoczącym pyłem. Szron trzeszczał od naszego tupotu, sople dzwoniły od śmiechu. W końcu szukałaś schronienia (ty. Tak właśnie – ty!) pod tą starą jabłonią która wyglądała jak siwa sędziwa Indianka, a ja pchnąłem jej ciężkie od śniegu gałęzie tak, że wszystko miałaś za kołnierzem. Wyglądałaś jak bardzo rozeźlony bałwanek i z zaskoczenia przecież – bo na pewno nie ze złości – przestałaś się uśmiechać. Ale wystarczyło w tamtych czasach ledwo musnąć twój policzek rumiany od mrozu żebyś zaśmiała się i wróciła do zabawy.  Lekko… spokojnie… i ciepło.<br />
Wracaliśmy potem przytuleni, spychając się w żartach w zaspy koło ścieżki i wpadając  w nie raz za razem, drocząc się o odgrywając po to tylko by znaleźć coś pięknego w zawodnictwie. Ciepło. I cały ten śnieg który złapał mój płaszcz i twoja kurtka i który mogliśmy z czystym sumieniem nanieść za próg domu i rzucać monetą kto z nas go posprząta. Zwycięzca zniknął wśród pokoi i kuchni pozostawiając przegranych ze zmiotką. I zajął się całym magicznym rytuałem pozyskania samej krwi tej zimy – grzanego wina. W końcu dołączyłaś do mnie gdy kończyłem właśnie zmagania z korkiem od butelki by złapaniem za kark zimną ręką przypomnieć o swojej ważności. Nie musiałaś przypominać, w tamtych czasach, pamiętałem. I tak dobrze było wiedzieć, że jesteś. Ciepło.<br />
Nie mieliśmy jeszcze wtedy muzyki, ledwo kilka antycznych mebli kupowanych naprędce by wypełniły tę wielką drewnianą przestrzeń, jaką teraz mieliśmy dla siebie. Stary hebanowy kredens z kryształowymi przeszklonymi drzwiami sapał pod ciężarem wszystkich naszych książek podtrzymywany na duchu jedynie przez stojącą obok rzeźbioną w fikuśne różyczki szafeczkę z jasnego optymistycznego drewna. Ta miała najtrudniejsze zadanie – stały na niej wszystkie moje i twoje pamiątki po czasach sprzed tego miejsca, czasach samotności, zawodów i lęku. Znosiła je jednak dzielnie wesoło postukując szufladkami ilekroć któreś z nas chciało znaleźć coś ważnego co gdzies-na-pewno-tutaj-lezało.  Poza tym tylko stoliczek i kanapka kupiona specjalnie na te okazje. Muzyki jeszcze nie było.<br />
Siedzieliśmy więc przytuleni w ciszy słuchając bulgotania garnuszka z grzejącym się winem i oddychając zapachem zimowego powietrza, które przynieśliśmy na swetrach i korzennym aromatem którym powoli nasiąkał ten dom. Tak jak zapachem twoich perfum i zapachowych świeczuszek płonących wieczorami, i wszystkim tym co powoli tworzyło w nim nas, jako ducha tego miejsca, idee wyniosłą i szlachetną, choć wiszącą w powietrzu i wystawiającą łapki z każdego kąta. Łapki z goździków, bo to łapki tego pomarańczowego pucołowatego goździkowego jeżyka, który jakiejś jesieni zniknął nam z oczu w kuchni i od tego czasu turlał cie po zakamarkach łypiąc ślepkami na najmniejszy nawet tupot i kuląc się pod kredensem w zakurzony kąt, tam gdzie było mu spokojnie… bezpiecznie… i ciepło.<br />
Wydawało mi się że przekulał mi się pod stopami, kiedy wracałem z kuchni z garnuszkiem i lampkami, ale upierałaś się jak zwykle że nic nie widziałaś i goździkowy jeżyk jest tylko moim wymysłem. Pewnie trudno ci wtedy było żyć z człowiekiem który zostawiał ukradkiem orzechy dla nabijanej przyprawą pomarańczy, żeby miała co jeść i nie wyschła na wiórek, ale tolerowałaś to dzielnie, z podniesionym czołem i cierpliwym uśmiechem lekkiej spokojnej mądrości. Tak jak całą resztę moich zdziecinniałych słabostek. Nawet kiedy złapałaś mnie na wyjadaniu łyżką twojego czekoladowego masła do kanapek. Przeprosiłem cię za to tak, jak wtedy umiałem cie przepraszać a ty jeszcze długo wypominałaś mi gdy leżeliśmy wieczorami że pachnę ci czekoladą. Ja wtedy przytulałem się w ciemności żebyś była bliżej słodyczy  i było bardziej… ciepło.<br />
Wsłuchiwaliśmy się wtedy w spokojną szeleszcząca jabłkowo ciszę za oknami i tajemnicze skrzypienia desek na strychu, w tym jednym pokoju który wtedy był pusty i stały tam stare sanki, rowery i rupiecie. Zaludniał go tylko tajemniczy, niedostrzegalny dla oka ludek krasnali domowych, maleńkich gnomów i wróżek i domowych duszków, które znalazły tam schronienie. Dąsałaś się tak śmiesznie kiedy mówiłem ci o nich i robiłaś to swoje urocze „wcale nie-e-e” ale wiedziałem że w głębi serca ty również zdajesz sobie sprawę ile zagubionych, zmarzniętych stworzonek przyciągnęło to miejsce swoim… czarem, który razem stworzyliśmy. Wtedy ten pokój był jeszcze pusty, ale już wtedy było w nim dla wszystkich tych istotek tak ciepło.<br />
Dopiero później sanki znalazły się w piwniczce a rowery wyjechały na ostatnią przejażdżkę, kiedy tamtej jesieni, kiedy było tak chłodno, wstawiałem tam to maleńkie łóżeczko i kojec. Kołyskę przezornie zostawiliśmy na dole, zaraz obok stert pudeł z pieluchami, talkami i rzeczami których przeznaczenia w ogóle nie mogłem początkowo odgadnąć a w które dopiero powoli wprowadzał mnie twój instynkt, którego nabierałaś razem z obwodem w talii. Pamiętam że wieszałaś taką śmieszną grającą rzecz nad tym maleńkim posłankiem na której zawieszone na niteczkach kręciły się gwiazdki, delfiny i samoloty…<br />
Zawiesiłaś ją, a potem już nie było ciebie, musiałem zostawić cie na chwile po całej tej ceremonii panow w białych kitlach witających nowe życie i na chwile zostałem sam w tym pustym domu nie mogąc znaleźć spokoju i gorączkowo poszukując jeżyka, żeby uchronić go przed zapomnieniem. Kręciłem się w kółko, patrzyłem na telefon czy wszystko tam z wami ok i czułem jak strasznie wszystko będzie za chwilę musiało się zmienić, kiedy wrócisz ze szpitala i kiedy jabłkowa cisza wypełni się płaczem i szmerem pieluch…<br />
Ale wiedziałem to co zawsze wiedziałem, i pamiętałem to, co pamiętałem zawsze. Że cokolwiek się stanie, w tym miejscu które raz dla nas stworzyłem, i cokolwiek się nie wydarzy zawsze będzie to właśnie – ciepło. I goździkowy jeżyk, który raz powołany do życia nie opuści nas tak długo, jak długo będziemy się znali.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nieistniejacy.wordpress.com/108/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nieistniejacy.wordpress.com/108/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nieistniejacy.wordpress.com/108/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nieistniejacy.wordpress.com/108/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nieistniejacy.wordpress.com/108/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nieistniejacy.wordpress.com/108/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nieistniejacy.wordpress.com/108/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nieistniejacy.wordpress.com/108/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nieistniejacy.wordpress.com/108/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nieistniejacy.wordpress.com/108/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nieistniejacy.wordpress.com/108/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nieistniejacy.wordpress.com/108/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nieistniejacy.wordpress.com/108/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nieistniejacy.wordpress.com/108/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=108&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/12/09/cieplo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/42f00ab7181b15bdf4ee49b411a90202?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">n.</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>zegarek</title>
		<link>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/08/09/zegarek/</link>
		<comments>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/08/09/zegarek/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Aug 2011 21:22:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nieistniejacy</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://nieistniejacy.wordpress.com/?p=106</guid>
		<description><![CDATA[Kupilem zegarek. Zakup zegarka poprzedzony został rytualnym polrocznym poszukiwaniem, szperaniem po sklepach, allegro i stronach fascynatów. Jak wspomniałem w poprzednim poście, czas jest dla mnie dość istotną sprawą . Zegarek jednak w kontekście w którym początkowo był mi potrzebny nie ma nic wspólnego z odmierzaniem czasu. To raczej rodzaj biżuterii, każdy zegarek jest emanacją swojego [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=106&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kupilem zegarek.<br />
Zakup zegarka poprzedzony został rytualnym polrocznym poszukiwaniem, szperaniem po sklepach, allegro i stronach fascynatów.<br />
Jak wspomniałem w poprzednim poście, czas jest dla mnie dość istotną sprawą .<br />
Zegarek jednak w kontekście w którym początkowo był mi potrzebny nie ma nic wspólnego z odmierzaniem czasu. To raczej rodzaj biżuterii, każdy zegarek jest emanacją swojego właściciela, jego narracji lub przynajmniej życzenia kim by naprawdę chciał być.<br />
Sentyment, skłonność do eksperymentu, pociąg do prestiżu lub faktycznie posiadany prestiż&#8230; łatwo poznać militarystę, łatwo kogoś praktycznego. Istotnie, w każdym detalu widać zawsze osobowość posiadacza, zegarek jest jednak szczególnym rodzajem soczewki.<br />
Wybierając zegarek postanowiłem że będę traktował go później jako punk odniesienia dla reszty przedmiotów które musiałem wymienić. Czy powinien być krzykliwy? duży, mały? Elektroniczny żeby dał mi szybszy odczyt czy wskazówkowy? Elegancki czy wytrzymały?<br />
Przeszedłem wiele razy allegro w tą i spowrotem, ostatecznie traktując to jak rodzaj egocentrycznej medytacji. Dlaczego podobają mi się pewne przedmioty a inne nie? dlaczego kiedy powracam do przedmiotów które podobały mi się ledwie kilka tygodni wcześniej tracą atrakcyjność? Same przedmioty pozostają te same, co więc się zmienia? mój humor, nastrój, spojrzenie? samo określenie &#8222;podobać się&#8221; naumyślnie pozostawiłem jako szerokie, niekonkretne, kontekstowe i intuicyjne. Poprostu w coś klikam, w coś nie.<br />
Na początku zauwazyłem że jak przy każdej medytacji im dłużej i głębiej się wejdzie tym więcej się widzi. Piękna szczególnie, lub przynajmniej pewnego rodzaju uroku. Przedmioty które wcześniej zbywałem jako kiczowate lub niewarte zainteresowania zyskiwały nowo zauważone a pominięte wcześniej aspekty. Z drugiej strony te które na pierwszy rzut oka wydawały się atrakcyjne niekoniecznie potrafiły utrzymac ten błysk bo głębszym przyjrzeniu.<br />
Zauważyłem następnie że wolę modele bardziej skórzane niż jakiekolwiek inne. Następnie że raczej brązowe. Długo szukałem elektronicznego zegarka w tej formie ale z braku obiektów zarzuciłem ten pomysł. Drogą powolnej eliminacji próbowałem określić jakiś rodzaj mojego odbicia. założyłem że w pewnych ludzkich granicach nie mam żadnego finansowego limitu, choć muszę przyznać że jakość pomiędzy setkami a tysiącami jest drastycznie różna. Szczególnie estetyczna. To też dużo mówi o tym jak świat jest zrobiony i jakie miejsce zajmuje w nim piękno.<br />
Swoją drogą skąd wiadomo jakie rzeczy są piękniejsze? Innymi słowy &#8211; jak dobrze wyceniać rzeczy? Poza jakością surowca i dokładnością wykonania jest też rodzaj designu, kompozycji, planu, jakiejś dodanej jakości. Ta jednak zależy jedynie od gustu widza a ten jest w pewnym sensie niezalezny. Chyba że przyjąć że widz zawsze będzie pożądał rzeczy drogich, uznając je za piękne siłą sugestii, gdzieś jednak ten proces musiał zostać rozpoczęty jakąś cenową metką. Czy pierwsza jest więc sugestia ceny czy estetyka? Zauważyłem że rzeczy drogie w wielu wypadkach są najzwyczajniej ładniejsze, co bez problemu można powiedzieć bez spoglądania na cenę. Jest to doskonały punk wyjscia do pewnych warsztatowo &#8211; marketingowych rozważań.<br />
Wracając do tematu &#8211; wybrałem bardzo klasyczny model zegarka. Jest to zabytkowy radziecki gadżet, marki &#8222;zwycięstwo&#8221; z drobną czarną tarczą i dużymi cyframi malowanymi czcionką w kroju lat 50 tych, w których sam zegarek został wyprodukowany. Ma więc około 60 lat.<br />
Mimo tego to doskonale zachowany model, z wyłączeniem jedynie może lekkiej rdzawej patyny na tarczy. Zdążyłem też wymienić lumę tak, by zegarek znów był widoczny w ciemności. Przy okazji &#8211; jest to wojskowy model, jak mowi katalogowa historia.<br />
Oznacza to więc ze wybrałem militarystyczny ton, choć w bardzo zwichrowanym kontekście.<br />
Najważniejszą jednak częścią zegarka w tym wypadku jest mechanizm.<br />
Jest coś niesamowicie zdumiewającego i genialnego w fakcie że nieprzerwanie chodzi od 60 lat. Nie ma w nim nawet cienia elektroniki, powstał na długo zanim komukolwiek przyśnił się jakikolwiek komputer i jakakolwiek cyfrowa regulacja.<br />
Jest też niesamowity ludzki geniusz w fakcie że w kawałek metalu udało się zakląć tak przecyzyjną funkcję, że długi drucik wielkości włosa staje się sprężyną której czas rozkręcanai i przełożenie na mechanizm jest równe dokładnie odcinkowi czasu pomiędzy wschodem a zachodem słońca.<br />
Patrząc na to czuję w wynalazcy tego systemu pewne odwieczne ludzkie marzenie, takie mianowicie że można matematyką i umysłem zaklinać materię tak, by zdolna była spełniac nasze zachcianki.<br />
Pomyśleć trudno że w epoce przed wynalezieniem trybów i sprezyn człowiek nigdy nie widział przedmiotu który poruszałby się samemu, napędzany niewidzialną ręką. Rzeczy rzucone leciały, upuszczone spadały w dół, konie ciągnęły wozy, ale autko jadące z powodu nakręcenia wydaje się przy tym magicznym wynalazkiem. Jak Perpetuum Mobile, korona wszystkich tych pragnień.<br />
I właśnie to. Magia. Rodzaj duszy, rodzaj ducha w maszynie. Metal zaklęty w funkcję, jak miotły noszące wodę w &#8222;uczniu czarnoksieżnika&#8221;.<br />
To rozważanie prowadzi w dwa kierunki. Jeden z nich to to jak dziś ludzkość realizuje ten zestaw marzeń. Co udało nam się osiągnąć, co zgubić, jak zmieniliśmy nasze zapatrywania na siebie, świat i metal. Komputer jest konsekwencją zegarka, to wciąż metal zaklęty do wykonywania funkcji, jedynie na wiele wyższym stopniu komplikacji i subtelności. Wciąż jednak &#8211; poruszany mechaniczną siłą. Od kiedy prąd jest wszędzie &#8211; kto pamięta że bierze się z turbiny napędzanej przez parę wodną powstającą przy spalaniu węgla? To wciąż ta sama mechaniczna alchemia, jedynie o długość kabla dalej. Nigdy nie zgubiliśmy naszych autek napędzanych sprężyną.<br />
Prowadzi to do ogromnego, bardzo ważnego pytania &#8211; czy jest jakiś sposób by zmienić to marzenie? Ten plan i system, sposób rozumienia świata i jego mechaniki? Czy oświeceniowy umysł który wynalazł trybiki i jego daleki potomek który wynalazł procesor mogą ewentualnie mieć jakąkolwiek konkurencję? Czy istnieje sposób, aby miotły nosiły wodę?<br />
Innymi słowy, czy można wrócić do magii? A może magia jest jedynie rodzajem estetyki dla wynalazków nauki? może prawa które odkrywamy są właśnie magiczne, jedynie język którym je opisujemy jest daleki od literackiej fantazji? Gdzie ukryła się twarz zefira dmuchająca w turbiny starodawnych szkiców&#8230;<br />
I to właśnie jest temat numer dwa. Wybierając zegarek mogłem wybrać każdy styl. Techokratyczny, futurystyczny, elegancki, &#8216;designerski&#8217; lub dowolną estetykę, a kupiłem ten stary rupieć który trzeba raz dziennie nakręcać. Czemu?<br />
Myślę że przez moje &#8216;podobanie się&#8217; manifestuje się jakiś rodzaj natury. Nasze estetyczne wybory &#8211; w odwróceniu &#8211; w oczywisty sposób mówią nam o nas. Co mówi o mnie ten wybór?<br />
Mimo moich szczerych chęci by być moze bardziej kolorowym i bardziej krzykliwym &#8211; przyciąga mnie jednak ten niepopularny, zgubny, subtelny i niedostrzegalny dla wielu urok magicznych rzeczy, narracji i przedmiotów. Ten mały krok, jak wiele innych jeszcze mniejszych decyzji, odsuwa mnie od świata w stronę jakiś zakurzonych fantazmatów. Jakbym wcale nei urodził się by być kolorowym błyszczącym filmowcem, jakbym był stworzony do bycia starym kustoszem.<br />
Nie jestem pewien gdzie kończy się coś co przyzwyczaiłem się nazywać naturą a zaczyna interpretacja i fatalizm tego wierzenia. Mogę być kim chcę czy też już kim jestem? I mogę ścierać się walcząc z tym faktem lub poddać się i doskonalić w &#8216;przeznaczonej&#8217; mi dziedzinie? I czy to oznacza że suma natur świadczy o jakimś ogólnym &#8216;przeznaczeniu&#8217; i porządku świata czy tez jest jedynie konsekwencją natur poprzednich? A jeśli tak czy jest jakiś moment startu gdzie natury zostały ustalone i jak moment taki ewentualnie miałby wyglądać? Jak akt nadania woli, jak ewolucja, jak rozkład fizjologicznych cech na temperamenty a póxniej temperamentów na zachowania stadne? Czy jeśli wyłamie się kompletnie z natury i jakims sposobem odwróce jej bieg bardzo drastycznie &#8211; czy zaburzę istniejacy porządek i spowoduję nieprzewidziany rozwój wypadków czy też system ma szybka i skuteczną skłonność samoregulacji w takich przypadkach? Czy Hitler miał być malarzem?<br />
Nie jest to zestaw pytań którymi zadręczam się w jakikolwiek sposób. Jedno, najwyżej, brzęczy mi w głowie &#8211; kim ja właściwie jestem, co ja znaczę? Wskazówki mojego kompasu znów latają w kółko i w kółko bez większego celu i przekonania, czekając na szczęśliwy być może bieg okoliczności. Czy jestem więc zależny od okoliczności? Prawdopodobnie ja o tym decyduję. Nie wiem tylko jak.<br />
Kończy mi się czas by to rozstrzygnąć. Przestałem też zwracać uwagę na jakiekolwiek konsekwencje. Nie mam bladego pojęcia o niczym i ten stan &#8211; pomijając że podejrzanie znajomy &#8211; wydaje mi się interesująco kreatywny. Jeśli wyjdę z pętli w którą wszedłem jako biała kartka &#8211; jest to jedno z najlepszych możliwych wyjść.<br />
Jeśli nie zdażę zanim znów zrobi się całkiem ciemno cały wątek pozostanie i tak bez znaczenia. </p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nieistniejacy.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nieistniejacy.wordpress.com/106/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nieistniejacy.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nieistniejacy.wordpress.com/106/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nieistniejacy.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nieistniejacy.wordpress.com/106/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nieistniejacy.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nieistniejacy.wordpress.com/106/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nieistniejacy.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nieistniejacy.wordpress.com/106/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nieistniejacy.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nieistniejacy.wordpress.com/106/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nieistniejacy.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nieistniejacy.wordpress.com/106/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=106&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/08/09/zegarek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/42f00ab7181b15bdf4ee49b411a90202?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">n.</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title></title>
		<link>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/07/11/94/</link>
		<comments>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/07/11/94/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jul 2011 00:48:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nieistniejacy</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://nieistniejacy.wordpress.com/?p=94</guid>
		<description><![CDATA[Obie moje maszyny wydają bardzo podobny, miarowy pomruk. Nauczyłem sie z czasem wszystkich tych dziwnych dźwięków.  Wystarczy podłączyć możliwie najtańsze, najmniej skomplikowane głosniki pod którykolwiek port port na płycie głównej żeby mieć dostęp do informacji o niemal wszystkim &#8211; pracy dysków, tempetaturze, aktualnym zadaniu systemu etc. Maszyny mówią do mnie, a ja rozumiem ich słowa. [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=94&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Obie moje maszyny wydają bardzo podobny, miarowy pomruk.</p>
<p>Nauczyłem sie z czasem wszystkich tych dziwnych dźwięków. <br />
Wystarczy podłączyć możliwie najtańsze, najmniej skomplikowane głosniki pod którykolwiek port port na płycie głównej żeby mieć dostęp do informacji o niemal wszystkim &#8211; pracy dysków, tempetaturze, aktualnym zadaniu systemu etc.<br />
Maszyny mówią do mnie, a ja rozumiem ich słowa. Troche tak jak szamani wiedzą kiedy zaczyna się pora deszczu albo magowie kiedy zodiak mówi o niebezpieczeństwie. Nie umiem tego wyjasnić.<br />
Wszystkie te szumy, stukniecia, pikania i cały ten bełkot wynajduję &#8211; z nieco mniejszym powodzeniem &#8211; w ludzkiej mowie. Słyszę w chaotycznym białym szumie sygnały o kłamstwie, sygnały o podtekście, albo ten dziwny ostry dźwięk kiedy ktoś sięga do symbolu który pochodzi z jego wewnętrznego świata. Słyszę kiedy rzeczy są i kiedy nie są ważne. I nie mam pojęcia dlaczego, poprostu wiem.</p>
<p>Problem, który za tym idzie jest dość łatwy do przewidzenia &#8211; informacje z szumu są tak trafne, ze nie ma powodu zwracać uwagi na jakiekolwiek inne. Okazuje sie nagle że czuje klamstwo&#8230; ale nie wiem o czym była mowa. Zostawia to ogromne pole dla improwizacji, albo dla sprawdzonych technik i opcji dialogowych. One jednak również kończą się gwałtownie w pewnym punkcie, który zostawia cię wewnatrz twojego świata interpretacji znaków kiedy siedzisz obok rozmowcy i nie masz nawet lekkiego pojecia o tym o czym własciwie mówił, i kim wlaściwie jest na poziomie na którym chcialby być postrzegany. To troche tak jakby chodząc ulicą widzieć wszystkich ludzi nago. Zdobedziesz wiele informacji wiecej niz zwykły obraz, stracisz jednak wszystkie role i stereotypy. Panowie w garniturach i panowie w kombinezonach robotników zleja się w jedno &#8211; czym w istocie są &#8211; jednak nietrudno zgadnąć że nie ułatwia to sprawy kiedy przychodzi do elemenarnego życia w społeczeństwie.</p>
<p>Im więcej słucham szumu, tym bardziej jestem autystyczny. Tym mniej umiem rozmawiać, tym mniej mnie to interesuje. Im mniej rozmawiam tym mniej ludzi ma ochotę mnie spotykać, a im mniej ludzi mam dookoła &#8211; tym bardziej znikam, mój mózg rozpuszcza się i odpływa od rzeczywistości, i tym więcej nowych informacji moge wyłowić z szumu&#8230; to zamknieta spirala społecznego umierania. Być może u jej podstaw lezy właśnie brak ludzi dookoła już na starcie &#8211; nigdy nie poznałbym szumu, gdybym nie miał tyle kontaktu z ciszą.<br />
Niestety, zwierzę którym jestem nie jest zaprojektowane do życia w ciszy. Ogromna cześć tego co zawiera moja głowa to iluzja, okrutny chaotyczny i ohydny miazmat stworzony jedynie po to by moje nerwy pozostawały w stanie bezustannego zajecia. Ludzki mózg &#8211; mój mózg &#8211; jak zauwazyłem jest troche jak rekiny, ktore natychmiast umieraja kiedy przestaja pływać. Musi pozostawać w bezustannym ruchu, skoncentrowaniu i zajeciu, i jesli nie otrzyma odpowiedniej ilosci bodźców stanie się mistrzem w tworzenia swoich własnych gier. Mój mózg to mój najwiekszy przeciwnik i najgorszy terrorysta jakiego znam. Współpraca z nim pewnego dnia bedzie kosztowac nas obu życie.</p>
<p>Wspominam o tym nie bez powodu. Byłem niesamowicie arogancki twierdzac jeszcze chwile temu że z tym terrorystą można negocjować. Nazwałem go cieniem, głównie dlatego że widzę w tym dość humorystyczna metaforę &#8211; przed wszystkim poza cieniem mozna w zyciu uciec. Negocjacje początkowo przynosiły sukcesy. Terror niezajetej pustej swiadomości generował stres potrzebny do pracy, te chaotyczne wizje &#8211; wtedy jeszcze nie az tak przerażające &#8211; stymulowały wyobraźnie. Przez moment miałem wrazenie schludnej równowagi, a może nawet współpracy, pomniedzy tym co wewnątrz mojej głowy jest mną oraz wszystkim tym co zamierza poderżnać mi gardło, kiedy na chwilę zmrużę oczy.</p>
<p>jest w tym też historyczny aspekt. Moje pierwsze kontakty z cieniem nie rokowały za dobrze. W zasadzie nie potrafiłem zadna miara stawić mu czoła i z kazdego zmagania mój cień wychodził zwyciesko. wszystko czego sie bałem, wszystko czego żałowałem, zazdrościłem lub za co było mi wstyd wyciągane przed moimi oczami raz za razem i raz za razem minuta po minucie i ja, który nie miałem zadnych argumentów na nic, by temu zapobiec ani na zadne wyjscie z tej pułapki. Ale choć nie rozumiałem wtedy czemu &#8211; powoli rosłem w siłę i powoli udawało mi sie panować nad własnym zwątpieniem i niedoskonałościa. Troche przymykajac na nia oko, troche poprostu sunąc do przodu, trochę &#8211; starajac sie kochac i siebie, i wszystko co mam w rękach.</p>
<p>Podczas opanowywania własnej desperacji zauwazylem również pewną cykliczność. Dwa tygodnie na sześć. Co każde neutralne cztery tygodnie podczas których mam kompletna kontrolę i nastawienie do świata jakie tylko chcę przychodzą dwa takie kiedy cała materia rozsypuje się w moich rękach i całe dobro, światło i odpowiedzi znikaja mi przed oczami. Dosłownie, własciwie, bo niewiele wtedy widzę. </p>
<p>Gdy odkryłem tę zależność postanowiłem potraktować ją jako atut. Postawiłem na rodzaj dyscypliny i spialem się, by maksymalnie skoncentrować i odgrodzić te dwa stany świadomości. Moment w którym podjałem te decyzję jest prawdopodobnie tym momentem w którym odnioslem kompletną porażkę.</p>
<p>Wtedy jednak nie miałem o tym pojecia i osmielony początkowym pasmem sukcesow kontynuowałem ten proces &#8211; skupiania wszystkiego co negatywne i wszystkiego co pozytywne zgodnie z kalendarzem, lub dokladniej &#8211; jakimś cyklem którego przebieg nie jest precyzyjny ani znany mi do końca &#8211; jednak  efekty które otrzymywalem byly bardzo zachecające. Byc moze z powodu wielu ogolnie pozytywnych rzeczy towarzyszacych mi w tamtym okresie, być moze z powodu radośći z sukcesu i ogólnej motywacji &#8211; mój cień wydawał się malec, a ja wydawałem się zdobywać przewagę.</p>
<p>Nie spodziewalem się w żadnym razie że kumulacja mojego cienia może przełożyć się na jego jakość. Innymi słowy &#8211; im wiecej mroku spychałem wewnątrz mojej głowy w dół, tym bardziej drastyczne były jego eskalacje. Co najważniejsze &#8211; nie tylko jeśli idzie o ilość i intensywność. Wszystkie moje lęki, złe myśli i caly mój pesymizm pozostały na miejscu w niezmienionej formie, podobnie jak cały ból, beznadzieja i przerażenie. Doszło do nich jednak coś nowego.</p>
<p>Po pierwsze, pojawiła się przemoc. wszystkie pierwotne fantazje które prześladowały mnie w ciemności dotyczyły pustki, zimna i smutku. Samotności. Nikt oprócz mnie nie miał w nich miejsca, nie było w nich miejca na żaden ból poza moim. Jedyna ofiarą mnie byłem nieodmiennie ja. Powoli jednak, ale nieubłaganie nowa jakość zaczeła wypełniac ten rodzaj snów. Nie jestem juz jedyny który w nich ginie. Razem ze mna znikaja bliscy mi ludzie, ludzie mi nieznani liczeni w dziesiątkach. Wcześniej widziałem najwyżej siebie kiedy roztrzaskuję sie o beton, teraz widzę się juz z bronia w rękach jak otwieram ogień do tłumu lub jak miażdżę czyjac krtań gołmi rekami. Oczywiście, niezaleznie od scenariusza, ja również ginę na końcu.</p>
<p>Po drugie &#8211; tak naprawdę tylko raz lub dwa razy zszedłem w ciemność tak daleko żeby zobaczyć jej koniec. Reszta jest najwyżej fantazją na temat. zawsze jednak kiedy schodziłem niżej czułem nad sobą jakiś rodzaj słowa bezpieczeństwa, świadomośc tego że mogę zawrócić w kazdej chwili. zawsze był powód, żeby wracać &#8211; dobry lub mylny, ale zawsze było jakieś marzenie, obowiązek, fantazja lub cokolwiek czego mogłem sie trzymać by wyrwać się spowrotem. Teraz jestem co najwyżej zmeczony i razem z moim znuzeniem wszystkie moje schrony zbladły. I zawsze kiedy wchodze w ciemność robię to ze swiadomością że jeśli nie wypluje mnie sama &#8211; nie bedę miał zadnego zaklęcia zeby wydostać się ponownie. Zniknęły wszystkie zasady i okazało się na koniec ze kompletnie nic mnie tu nie trzyma.</p>
<p>I po trzecie, co najbardziej mnie przeraża kiedy pisze to majac jeszcze jakaś świadomość tego co robię. Nie mam już nad tym zadnej kontroli poza tym jednym że mogę blokować ruchy. Kiedy idę w ciemność &#8211; to już nie jestem ja. Nie ja się ruszam, nie ja myślę, nie ja mówię i robię. Budzę się jedynie nagle po to żeby stwierdzić że spędziłem cały dzień sprawdzając graniczne stęzenia metanolu lub że własnie wróciłem z jazdy rowewm po pięcu piwach. Pamiętam gdzie byłem i co robiłem (do czasu, może?) ale nie mam żadnego głosu kiedy to sie dzieje. Troche jak z epikurejskim brakiem lęku &#8211; kiedy jestem ja &#8211; nie ma śmierci, ale kiedy jest smierć &#8211; nie ma mnie. </p>
<p>Zawsze bylem podmiotem i sprawcą wszystkich moich działań. Ogromnym przełomem było kiedy zdałem sobie sprawe z tego że cała ciemnoć to iluzja, że tak naprawdę nie jestem tak fatalny jakiego mnie wtedy widzę i swiat również nie jest tak fatalny jak się wydaje. Następnym odkryciem było że właściwie nie mam dostępu do mnie, ani do świata w jakiejkolwiek prawdziwej wersji, to znaczy &#8211; nie ma zadnej obowiązującej rzeczywistości, wszystko kazdorazowo wyznacza nasze nastawienie i działanie. Odkryłem więc że pozytywne działanie przynosi budujący rezultat i łatwo mozna osiągać niemal dowolne cele. I wszystko to po jedynie żebym stracił i swiadomość i wolność działania.</p>
<p>Już od niemal pół roku odliczam tygodnie. Mój świat z jasnego staje się szary, póżniej staje się czarny. wraca szum i wracają głosy rzeczy których już dawno koło mnie nie ma. Czuje jak bez powodu robię się bardziej i bardziej zmęczony, trzesą mi sie ręce i spię niedorzeczną ilość godzin, po czym budze się jeszcze bardziej zmeczony miz byłem, aż do chwili kiedy nie mam już siły podnieść się z łóżka. Leżę więc uwięziony w jakimś cholernie bolesnym pół-śnie w którym jestem sam w ciemności pełnej głosów i wyrzutów. Fantazji o tym jak moje ciało rzpada się na kawałki i o tym jak nienawidzę każdego z nich z osobna. O tym jak mam ochotę mordować ludzi z wielu powodów, badź bez zadnego, i jak doskonały moge ułożyć plan, by było to możliwe. </p>
<p>Zwykle przesilenie mija po dwóch lub trzech dniach i w ciągu nastepnych dwóch wracam zupełnie do rzeczywistosci. Znów widze kolory i jestem zdolny do pracy lub jakichkolwiek działań które nei wymagaja emocjonalnego zaangazowania. Za bardzo boje sie że właściwie, jeśli idzie o emocje, to została we mnei tylko ta zakrwawiona ciemna pustka, do której i tak wracam za często, nawet kiedy samemu nie aranzuję spotkań.</p>
<p>Kalendarz zresztą również zaczyna się sypać. Coraz mniej entuzjastyczne są te pozytywne momenty, coraz wiecej jest odcieni szarości w tym co poprzednio było białe. Im bardziej też ciemność w mojej głowie ma wpływ na moje ciało tym bardziej spinają mi się mięśnie, tracę na wadze i ból ktory poprzednio był jedynie w mojej głowie robi się bardziej i bardziej fizyczny. Tak właśnie pachnie piekło, jak sadzę.</p>
<p>Byłem niesamowicie blisko krawędzi ostatnim razem, i poprzednim i poprzednim. Jestem tez zmeczony wracaniem i nie umiem znależć jakiejkolwiek rzeczy która trzymała by mnie w tym miejscu. Powoli zaczynam mieć przeczucie że ostatecznie nie ma żadnej siły zebym uwolnił się od tego cienia, ergo: jestem zrobiony tak że zgine w losowym momencie. Na tę chwilę mam nadzieję na przynajmniej cztery tygodnie względnego spokoju.</p>
<p>Czemu to piszę? Bedę starał się kontynuować ten wątek zawsze kiedy jakas nowa myśl przyjdzie mi do głowy. Bardzo dużo się nauczyłem o tym kim jestem i o tym co mam w głowie, choć jestem jak sadze bardzo daleki od teorii aktualnej nauki. Być może zapis moich intuicji czy odczuć przyda się kiedyś komuś w podobnej sytuacji.</p>
<p>Oprócz tego nie mam dookoła nikogo kto byłby świadomy tego co mam w głowie. Żadna z kobiet ktore spotkalem nie ma nawet cienia podejrzeń że gdy usmiecham się słuchając jej opowieści o kolegach z pracy mam ochotę wyszarpać jej krtań, żaden z moich przyjacioł nie wie że gdy prowadze miłą rozmowe o grach komputerowych myslami właśnie podcinam sobie nadgarstki.</p>
<p>Chciałbym posotawić jakikolwiek ślad na temat tego co mnie prześladuje, szczególnie że kiedy za ktorymś razem nie zdołam uciec &#8211; bedzie juz za późno na pisanie listów i podobny kicz. Tym niemniej &#8211; przynajmniej dopóki myslę &#8211; myślę że jestem winien choćby strzęp wyjaśnień, tyle na ile czas mi pozwoli i tyle na ile mogę byc szczery z pustą kartką.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nieistniejacy.wordpress.com/94/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nieistniejacy.wordpress.com/94/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nieistniejacy.wordpress.com/94/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nieistniejacy.wordpress.com/94/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nieistniejacy.wordpress.com/94/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nieistniejacy.wordpress.com/94/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nieistniejacy.wordpress.com/94/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nieistniejacy.wordpress.com/94/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nieistniejacy.wordpress.com/94/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nieistniejacy.wordpress.com/94/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nieistniejacy.wordpress.com/94/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nieistniejacy.wordpress.com/94/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nieistniejacy.wordpress.com/94/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nieistniejacy.wordpress.com/94/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=94&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/07/11/94/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/42f00ab7181b15bdf4ee49b411a90202?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">n.</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>wzrost jest wieczny&#8230;</title>
		<link>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/03/01/wzrost-jest-wieczny/</link>
		<comments>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/03/01/wzrost-jest-wieczny/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Mar 2011 02:10:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nieistniejacy</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://nieistniejacy.wordpress.com/?p=92</guid>
		<description><![CDATA[Kiedy mam zacząć pisać myślę o ludziach, którzy będą to czytali. Zamiast liter słów i myśli mam przed oczami pustą kartkę i twarze, słownie trzy lub cztery, kręcące się na tle białego ekranu. Bez sensu. Ta pusta biala kartka to jedyne miejsce gdzie mogę być tak naprawdę mną, jedyne gdzie cała gra która prowadzę musi [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=92&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy mam zacząć pisać myślę o ludziach, którzy będą to czytali. Zamiast liter słów i myśli mam przed oczami pustą kartkę i twarze, słownie trzy lub cztery, kręcące się na tle białego ekranu.</p>
<p>Bez sensu.</p>
<p>Ta pusta biala kartka to jedyne miejsce gdzie mogę być tak naprawdę mną, jedyne gdzie cała gra która prowadzę musi się skończyć, jedyne gdzie nie musze z niczym i nikim dyskutować. Miejsce gdzie wszystkie strumienie moich myśli musza zlać się w jeden spójny nurt, chyba ze pisałbym jednocześnie trzy różne strony. Co swoja droga brzmi nawet inspirująco, jako techniczne wyzwanie.</p>
<p>Zawsze chciałem jakoś wyrazić całość.</p>
<p>Do wyrażenia jednak, skoro już przy tym jestem, zostało dość niewiele. Czytałem moje pierwsze myśli z tego bloga, pamiętam ich górnolotną ambicje żeby cos znaczyły. Jasne, ładne światełka szczerej myśli. jak świetliki, choć szczerze mówiąc, to trochę rozdęte.</p>
<p>Blog ten miał na początku swojego istnienia konstruowac, stac się jakimś tworem. Miał zapał, jak każdy młody wiersz, do stania się starą mantrą, a może i epopeją o losach. Miał w sobie bajke, i pasję, i walkę i chciał rosnać, rosnąć i rosnąć.</p>
<p>Po chwili zabłysło ostanie światełko, ostatnia ładna myśl, po której mój młody ambitny blog dorósł i stał się nieco zgorzchniały. Miejsca szczerych i naiwnych uniesień ducha zastapiły puste gorzkie żarciki, jak nieco bezczelne i pozerskie plucie w niebiańskim ogrodzie pestkami czereśni zjedzonych przed wygnaniem. Coś w tym blogu umarło.</p>
<p>Czułem później jeszcze przez chwile jego rytm i tętno, styl dość atrakcyjny dla mnie żeby nie zdzierac go z siebie tak szybko, ale jedna chwile później nad ostatnim rozpaczliwie błyskotliwym promykiem pointy rozpostarły się czarne tłuste chmury moich ponurych myśli. Kilkuzdaniowe aforyzmy zastapiły rozwlekłe analizy, desperackie drapanie paznokciami w powierzchnie mózgu z pytaniem „jak to, no jak to tak” i tysiakami, miriadami szarych smutnych szerszeni innych pytań, które osiadały mi na głowie, oczach i klawiaturze, wyżerając kawałek po kawałku każdy okruch cudem znalezionych odpowiedzi. Blog starzal się, tracił naiwność, zaczął tetryczeć i kręcic się w kółko. Robił się ciaśniejszy i ciaśniejszy, a jednoczesnie nadymał się wielkościa swoją i objętością dodawanych not.</p>
<p>Jak drzewo z jednej strony obrastające twarda szorstką korą a z drugiej próchniejące od środka.</p>
<p>„wzrost jest wieczny!” szeptały miedzy sobą drzewa wspinając się coraz wyzej i wyzej”</p>
<p>I jeszcze</p>
<p>„kazda siła i kazda wiedza, kazda dojrzałość jest słabością. Kiedy rodzimy się, pełni życia, jesteśmy nadzy, mali, wrażliwi i delikatni. Później rośniemy i stajemy się twardzi, silni i odporni. I wtedy własnie umieramy. Bycie silnym to śmierć dla zycia”</p>
<p>Mój blog nie stał się silny, nie rozwinął żadnych skrzydeł. Ambicje z początku wypalił w pierwszej kraksie, później trochę słuchał moich marudzeń i błądził razem ze mną. Czasem rejestrował moje zapiski z podróży lub przypadkowe myśli i pomysły. Żałuje że tak niewiele ich zdołałem zostawić i wstyd mi ze tak długo chodze ślepy po tym swiecie. Kiedy patrze na pustkę tego miejsca widze tez pustkę mojej głowy, kiedy zamiast widziec te cudowne drobiazgi, pajęczynową cudowność maleńkich detali zycia ja daje wykańczać się i oślepiać monstrualnym cienistym smutkom. Każdy atom który przeoczyłem czyni mój czas tutaj gorszym. Ale sam sobie jestem świadkiem – starałem się wychwycić jak najwięcej, kiedy już miałem momentami otwarte oczy.</p>
<p>Teraz jestem zamknięty w ogromnej papierowej kopercie, która pachnie starością, kurzem i rozpadem. Jest tu miejsce ledwo na mnie i moje czarne myśli, z trudem wcisnąłem jeszcze biurko, przy którym spędzam równo pół dnia i łóżko, w którym spędzam drugie pół. Nie ma miejsca na nic pomiędzy połówkami. Nie ma tu przestrzeni nawet na to żeby się rozejrzec, ani na żadna wartościową chwilę, ktorą można by złapać. Z każdym oddechem powietrze robi się gęstsze, cieższe i bardziej duszne, wypiera za nieszczelne okno całą żartobliwość, całe światło, które mogłoby tu wpaść. Przygniata mnie i sprawia że kurczę się, wciskam się sam w siebie, zastygam w jednej pozycji, schnę i twardnieję. Powoli obumieram, jak wszystkie drzewa. Nie wierzę już ze wzrost jest wieczny.</p>
<p>Śpię nawet i po 16 godzin, ponieważ zauważyłem że w snach jest przestrzeń, jest świat. W snach mogę wejść do pokoi w mojej głowie, które są przede mną zamkniete na głucho, kiedy czuwam. Wszystkie te, w których jest coś dobrego, wszystkie pełne tych cudownych miejsc, z których wyrosłem. Czuję też niestety, że im mocniej nasiąkam tym dusznym powietrzem tego miejca tym mniej pamiętam, tym ciaśniej robi się w mojej głowie. Kazde marzenie, wspomnienie, kazde światło blednie i kurczy się, jakby ta ponura chmura wysysala z niego soki ledwie muśnięciem. Mimo wiec, że pamięć o światach, w których byłem szcześliwy jest wciąż jasna i zywa w mojej głowie dozuje je, kropla na wieczór, jak wino z Atlantydy. Nie ma wiecej wina z Atlantydy…</p>
<p>Powinienem uciekac stąd jak najdalej, powinienem już jutro zniknać, wyjechac, przepaść, zostawic rzeczy, zostawić myśli,  wszystkie obietnice którymi zyję i spróbować wszystkiego od nowa, w nowym miejscu, z nowymi marzeniami, z jakimikolwiek marzeniami, z jakakolwiek motywacją, z jakimkolwiek celem przed oczami… przed oczami którymi coś bym wreszcie widział.</p>
<p>Ale czuje się, kiedy siedzę tu i bawię się mrokiem nad moja głową jak uszkodzona zabawka. Jedyne po czym poznaję że pali się wewnątrz mojej głowy jeszcze jakieś światło to fakt jak ostre i wyraźne rzucam na wszystko cienie tam gdzie się pojawiam. Czuje się jak magiczna latarnia, której tryby mechanizmu zardzewiały i nagle ustał cudowny bieg symboli i świetlistych znaków. Puszka która powinna się krecić stoi martwo w miejscu a światło żarówki powoli przygasa. Czuje się jakbym poszedł bardzo nie tak.</p>
<p>Nie przypadkiem zresztą. Czemu nagle wszyscy mają mnie za nic? Czemu tak dużo ludzi uparło się żeby przekonać mnie że nic nie znaczę że nie mogłem dłużej ich lekceważyć, że musiałem im minimalnie przynajmniej uwierzyć? Z każdą kolejną wątpliwością jeden maleńki trybik wyskakiwał z posad, jedna rysa pojawiała się na szkle. Jeszcze nie dawno widziałem cel tego wszystkiego, wierzyłem ze moge go osiągnąć, ze dojdę tam gdzie chcę dojść. Dziś czuje się jakbym nigdzie miał nie dojść, z wyłączeniem być może dojścia do porozumienia z tym beznadziejnym losem, którego pełne jest to fatalne mieszkanie. Kiedy zadaje sobie to fundamentalne pytanie, czego chciałbym, co chciałbym mieć, jedyne co przychodzi mi na myśl to uciekać stad jak najdalej. Na to jednak nie mogę sobie pozwolić… ponieważ nie mam gdzie uciec.  Pleśń w tym miejscu jest lepka i grząska, wiedziałem to od początku jak łatwo będzie się przykleić.</p>
<p>To nie ma pointy, to co pisze, poza tym może jak ohydnie marnuje tutaj czas. Każdy atom który przepływa mi między palcami to jeden atom mniej. Ale z powodów, które prawdopodobnie są beznadziejnie banalne, nie mam siły żeby wyciągnąć ręce wyżej. Mogę mieć jedynie nadzieję ze skoro już zdałem relacje z sytuacji zdołam się od niej uwolnić szybciej. Przyszły miesiąc będzie przełomowy w tej grze.</p>
<p>&nbsp;</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nieistniejacy.wordpress.com/92/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nieistniejacy.wordpress.com/92/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nieistniejacy.wordpress.com/92/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nieistniejacy.wordpress.com/92/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nieistniejacy.wordpress.com/92/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nieistniejacy.wordpress.com/92/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nieistniejacy.wordpress.com/92/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nieistniejacy.wordpress.com/92/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nieistniejacy.wordpress.com/92/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nieistniejacy.wordpress.com/92/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nieistniejacy.wordpress.com/92/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nieistniejacy.wordpress.com/92/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nieistniejacy.wordpress.com/92/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nieistniejacy.wordpress.com/92/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=92&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/03/01/wzrost-jest-wieczny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/42f00ab7181b15bdf4ee49b411a90202?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">n.</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>labolatorium dextera &#8211; 1</title>
		<link>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/01/13/labolatorium-dextera-1/</link>
		<comments>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/01/13/labolatorium-dextera-1/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 Jan 2011 22:52:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nieistniejacy</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://nieistniejacy.wordpress.com/?p=88</guid>
		<description><![CDATA[Jestem trochę nędznym graczem. Po dłuższej chwili poświęconej eksperymentom musze to przyznać. Z jakiś powodów nie umiem się przełamać  i serio wczuć się w rolę, albo po prostu jestem z natury za tępy żeby jednocześnie prowadzić mój regularny tok myślenia i jednocześnie zczytywac oczekiwania ludzi… i łączyć je z właściwymi odpowiedziami, oczywiście. Z jednej strony [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=88&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jestem trochę nędznym graczem.</p>
<p>Po dłuższej chwili poświęconej eksperymentom musze to przyznać. Z jakiś powodów nie umiem się przełamać  i serio wczuć się w rolę, albo po prostu jestem z natury za tępy żeby jednocześnie prowadzić mój regularny tok myślenia i jednocześnie zczytywac oczekiwania ludzi… i łączyć je z właściwymi odpowiedziami, oczywiście.</p>
<p>Z jednej strony taktyka odwracania nie działa – nie mogę po prostu – jak wielu psychopatów – Myślec jednej rzeczy i mówić czegoś wprost przeciwnego. Moje regularne myśli są za skomplikowane żeby prosto je odwrócić. Oczywiście mówienie tego co myślę również nie wchodzi w grę.</p>
<p>Taktyka okazywania zainteresowania, – która działała dla m. – najwyraźniej nie działa dla mnie. Myślę ze ma sens tylko, kiedy zostanie połączona z jakaś atrakcyjnością własną, już na starcie. Jeśli ludzie uznają że jesteś nieatrakcyjny, a ty okażesz im zainteresowanie, natychmiast się znudzą, albo zaczną tobą gardzić. Ma to plusy, jeśli chcesz uśpić czyjaś czujność. Jednak jeśli uznają siebie za niższej wartości niż ty, a ty okażesz im zainteresowanie – ich własne ego urośnie w siłę. To jedna z najlepszych możliwych sytuacji.</p>
<p>Należałoby więc podwyższać atrakcyjność. Jest w tym jednak jakiś naturalny limit, którego nie można przeskoczyć za szybko i za łatwo. Możesz zrobić bardzo wiele dla własnej charyzmy, zbudować ażurowy techniczny szkic własnej zajebistości dookoła, nawet bez żadnego realnego pokrycia materiałem… Musisz jednak uwierzyć w niego już na starcie – i z tym właśnie mam pewien kłopot. Również.</p>
<p>Taktyka udawania głupka również nie działa w moim wypadku. Możesz tak robić w emocjonalnym zakresie, ale jednak zwykle jesteś w sytuacjach gdzie kompetencja jest tym co może uczynić drogę łatwiejszą – ukrywanie jej pod jakimkolwiek pretekstem byłoby strzałem w kolano.</p>
<p>Jest jeszcze taktyka energetyzowania. Musisz wykonywać tak wiele ruchów dookoła żeby nikomu nie dać zgadnąć o co właściwie chodzi. To cos jak poświęcanie uwagi, ale z turbodoładowaniem.</p>
<p>I tu pojawia się mój trzeci problem. Nie znalazłem właściwej taktyki, nie wierzę w część własnej gry i – nie mam dość energii.</p>
<p>Mój regularny mózg zużywa prawie 100% tego co jem i tego co śpię. Jeśli zaburzę w jakikolwiek sposób moje 9 godzin snu i ilestam kalorii dziennie natychmiast wpadam w ten stan gdzie tracę jakakolwiek kontrolę.</p>
<p>Mówię tu o i tak zawyżonych limitach, a co dopiero jeśli do tego co zwykle spalam chce dołożyć jeszcze jeden ogromny równoległy proces. Nie mam zielonego pojęcia jak to wybalansowac.</p>
<p>Poza tym granie zużywa z trzy razy więcej energii niż regularne działanie. Masz 1. Świadomość ze grasz 2. Twój zwykły proces i 3. Bezustanne uczucie że chce ci się rzygać albo kogoś zamordować – do opanowania jednocześnie.</p>
<p>Psychopaci najprawdopodobniej maja wszystkie problemy sprzężone z ADHD albo coś.</p>
<p>Testowałem to przez święta. Po 3 dniach byłem kompletnie wypompowany. Być może gdybym znał jakaś drogę żeby zrzucić  z siebie trochę napięcia, jakiś ciężar maski – byłoby mi odrobinę lżej i lepiej. Jakoś efektywniej wypoczywać. Może gdybym ćwiczył boks albo robił coś tego rodzaju…</p>
<p>Próbowałem z biegami. Faktycznie – ilość entuzjazmu i jakiejś psychicznej energii rośnie, ale jej wykorzystanie stanowczo utrudniają zakwasy.</p>
<p>Odkryłem również ze jeśli zaakceptujesz ten fakt, że jesteś po prostu inny i masz pewne rzeczy których nie możesz pokazać – nie gubisz nic ze swojego oryginalnego ja. Tak jakbys miał w głowie klucze do wszystkich bram – i tych złych, i tych dobrych.</p>
<p>Pojecie zła i dobra zresztą również się zmienia. Robi się bardziej ostre.</p>
<p>Jest też pewien radar na psychopatów, który nagle włącza się w twojej głowie. Nagle możesz w tłumie wyróżnić ludzi którzy SA bardzo serio w niebyciu serio. Jest cos w ich ruchach, coś w ich oczach… tak jak niektóre oczy SA bardziej puste – te są bardziej pełne. Jakby było w nich wiele więcej, niż może się zmiesić.</p>
<p>Moje sa większość czasu zmęczone, nie mam pojęcia czy cokolwiek się w nich odbija.</p>
<p>Jak na razie jednak jestem wyjątkowo chujowy w graniu z ludźmi i czeka mnie cala masa treningu zanim na serio znów będę łamał kręgosłupy. Mam jednak doskonały plan treningowy, który zaczyna się w przyszłym tygodniu. Wiecej wkrótce.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nieistniejacy.wordpress.com/88/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nieistniejacy.wordpress.com/88/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nieistniejacy.wordpress.com/88/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nieistniejacy.wordpress.com/88/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nieistniejacy.wordpress.com/88/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nieistniejacy.wordpress.com/88/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nieistniejacy.wordpress.com/88/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nieistniejacy.wordpress.com/88/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nieistniejacy.wordpress.com/88/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nieistniejacy.wordpress.com/88/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nieistniejacy.wordpress.com/88/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nieistniejacy.wordpress.com/88/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nieistniejacy.wordpress.com/88/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nieistniejacy.wordpress.com/88/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=88&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nieistniejacy.wordpress.com/2011/01/13/labolatorium-dextera-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/42f00ab7181b15bdf4ee49b411a90202?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">n.</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>w zasadzie, jest to kompletny opis mojej aktualnej sytuacji jesli idzie o zwiazki.</title>
		<link>http://nieistniejacy.wordpress.com/2010/10/18/w-zasadzie-jest-to-kompletny-opis-mojej-aktualnej-sytuacji-jesli-idzie-o-zwiazki/</link>
		<comments>http://nieistniejacy.wordpress.com/2010/10/18/w-zasadzie-jest-to-kompletny-opis-mojej-aktualnej-sytuacji-jesli-idzie-o-zwiazki/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 Oct 2010 12:20:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nieistniejacy</dc:creator>
		
		<guid isPermaLink="false">http://nieistniejacy.wordpress.com/?p=85</guid>
		<description><![CDATA[Kwiatek. &#160; Jeśli otworzysz oczy bardzo szeroko, możesz zobaczyć nawet ten kwiatek, za tamtym drzewem – powiedział Puchatek i przyłożył łapki do oczu udając, że ma lornetkę. Prosiaczek spojrzał na niego i uśmiechnął się. Ale, po co mam zobaczyć kwiatek za tamtym drzewem – zapytał – skoro dookoła rośnie ich tak dużo. Wystarczy mi przecież [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=85&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kwiatek.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jeśli otworzysz oczy bardzo szeroko, możesz zobaczyć nawet ten kwiatek, za tamtym drzewem – powiedział Puchatek i przyłożył łapki do oczu udając, że ma lornetkę. Prosiaczek spojrzał na niego i uśmiechnął się.</p>
<p>Ale, po co mam zobaczyć kwiatek za tamtym drzewem – zapytał – skoro dookoła rośnie ich tak dużo. Wystarczy mi przecież żeby nacieszyć oczka i wcale nie muszę nic robić.</p>
<p>To prawda &#8211; odpowiedział Puchatek i zamyślił się. Ale to jest inny kwiatek- dodał. Wcale nie jest jak te wszystkie dookoła, nie znika zimą pod śniegiem i nie wysycha na słońcu. Nie da się go zerwać i włożyć do wazonu ani zasuszyć w książce. Nikt tez nie może go zadeptać i nawet gdyby cały las stanął w płomieniach – ten kwiatek wciąż będzie tam, za tym drzewem.</p>
<p>Jak to las w płomieniach? – Przestraszył się Prosiaczek</p>
<p>Ach, nie bój się. Chciałem tylko żebyś wiedział, że kiedy wszystkie kwiatki znikają, ten jeden będzie zawsze czekał. – Odpowiedział Puchatek i pogłaskał prosiaczka. – Czasem mówię o rzeczach, których się boisz i których chcesz uniknąć… tak już maja misie o bardzo małym rozumku.</p>
<p>Przez chwilę siedzieli w milczeniu oparci o pieniek ciesząc się słonecznym popołudniem na polanie. Miś dumał w ciszy a prosiaczek wiercił się niespokojnie jakby chciał być w kilku miejscach na raz. W końcu wstał, przeszedł kilka kroków i zajrzał za drzewo.</p>
<p>Wyjrzał za nie ostrożnie, po czym schował się przestraszony za pniem. Westchnął głęboko i wyjrzał ponownie. Wrócił ze zmarszczonym ze strachu futerkiem i usiadł koło Puchatka.</p>
<p>Wydaje mi się, że wiem, o jakim kwiatku mówisz – powiedział cicho –Ale nie wiem czy powinienem o nim myśleć. Boje się, że wszystkie inne kwiatki na łące przestaną mnie cieszyć, kiedy zobaczę tamten, i boje się, że kiedy będę na niego patrzył jakieś inne kwiatki cały czas będą pojawiać się i znikać za moimi plecami, a ja zostanę tylko na jednym, i boje się, że coś w ten sposób stracę, w końcu każdy kwiatek kwitnie tylko raz… a ja mam takie małe łapki i mogę chwycić się tylko jednego jednocześnie.</p>
<p>Miś spojrzał na Prosiaczka.</p>
<p>I boje się, że nikt inny nie może zobaczyć tego kwiatka za drzewem, i nikomu nie będę potrafił o nim opowiedzieć… Wszystkie inne zwierzątka będą pytać mnie i zagadywać, ale nikt nie będzie potrafił zrozumieć ani wypatrzyć go własnymi oczami, i uznają mnie za jakieś inne, dziwne zwierzątko i przestaną mnie lubić. A ja chcę żeby wszystkie zwierzątka mnie lubiły, bo bez nich jestem tylko małym lękliwym stworzonkiem.</p>
<p>Ale tak naprawdę boje się najbardziej, że ten kwiatek tez może zwiędnąć, i pewnego dnia przyjdzie taka zima, kiedy nawet na nim będzie śnieg. A ja wtedy będę zziębnięty i przestraszony, i będę szukał drugiego takiego kwiatka w całym stumilowym lesie, ale nigdzie takiego już więcej nie znajdę. I boję się, że wtedy zobaczę jak bardzo jestem sam wśród tych wszystkich drzew i kwiatków i zwierzątek i będę bardzo smutny. – posmutniał prosiaczek.</p>
<p>Puchatek dumał przez chwile patrząc na chmurki.</p>
<p>Zawsze będziesz miał oczka tylko po jednej stronie, prosiaczku, i małe łapki – odpowiedział – nawet, gdy weźmiesz wdech i będziesz nadymał się i rósł &#8211; i tak niektóre kwiatki zostaną za tobą i przeminą, mimo że ty nawet nie zauważyłeś. Spróbuj pogodzić się z tym, ponieważ im bardziej będziesz chciał mieć w łapkach dużo rzeczy i biegał za nimi po całej łące, tym częściej w tym bieganiu będziesz miał puste łapki.</p>
<p>Nie bój się tez o inne zwierzątka. Każde z nich kiedyś widziało kwiatek i mimo ze bardzo nie lubią się do tego przyznawać – dobrze pamiętają, gdzie on jest, nawet, jeśli same boja się na niego patrzeć. I nie bój się, że nie wytłumaczysz im tego i że przestaną cię lubić. Wystarczy, że spojrzą w twoje oczka i zobaczą tam odbicie tego kwiatka, a natychmiast zrozumieją, dlaczego nie umiesz im tego opowiedzieć, i pomyślą o swoich własnych kwiatkach, które zawsze chcieli mieć, ale pozwolili im odejść, i będą wierzyć w ciebie jeszcze mocniej, a ty nie będziesz musiał się nigdy bać bycia samotnym.</p>
<p>Bo jeśli otworzysz oczka bardzo szeroko, możesz zobaczyć nawet tamten kwiatek, schowany teraz za drzewem, i wiem, że widziałeś go już wcześniej, kiedy widzę jak odbija się w twoich źrenicach. I wiesz tak jak ja, że to zupełnie inny kwiatek, który nie znika i nie da się go zadeptać, nawet, jeśli spracujesz sobie nóżki. Zawsze będziesz myślami przy tym drzewie próbując zajrzeć za nie ponownie.</p>
<p>I nie bój się, że przyjdzie taka zima, która może zmrozić nawet ten kwiatek. Kwiatek, taki jak ten, wyrasta bardzo rzadko i trwa bardzo długo, jeśli tylko chcesz się nim zaopiekować. Wystarczy dać mu rozkwitnąć a nie będzie takich zim ani pożarów, które mogłyby pozostawić na nim rysę. A wiem to dobrze, ponieważ widziałem już bardzo wiele zim.</p>
<p>Prosiaczek zadumany słuchał misia, który skończył mówić i podrapał się łapką w uszko. Miś uśmiechnął się i dodał:</p>
<p>Ale pewnie znów jesteś przestraszony… czasem mówię o rzeczach, o których nie chcesz wiedzieć. Tak już mają misie o bardzo małym rozumku.</p>
<p>Prosiaczek uśmiechnął się i siedzieli dalej w ciszy, ciesząc się słonecznym popołudniem na łące.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>2010-10-18</p>
<p>JS</p>
<p>Dla m.</p>
<p>&nbsp;</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nieistniejacy.wordpress.com/85/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nieistniejacy.wordpress.com/85/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nieistniejacy.wordpress.com/85/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nieistniejacy.wordpress.com/85/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nieistniejacy.wordpress.com/85/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nieistniejacy.wordpress.com/85/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nieistniejacy.wordpress.com/85/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nieistniejacy.wordpress.com/85/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nieistniejacy.wordpress.com/85/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nieistniejacy.wordpress.com/85/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nieistniejacy.wordpress.com/85/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nieistniejacy.wordpress.com/85/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nieistniejacy.wordpress.com/85/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nieistniejacy.wordpress.com/85/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=85&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nieistniejacy.wordpress.com/2010/10/18/w-zasadzie-jest-to-kompletny-opis-mojej-aktualnej-sytuacji-jesli-idzie-o-zwiazki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/42f00ab7181b15bdf4ee49b411a90202?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">n.</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>to bedzie film o drzwiach</title>
		<link>http://nieistniejacy.wordpress.com/2010/01/29/to-bedzie-film-o-drzwiach/</link>
		<comments>http://nieistniejacy.wordpress.com/2010/01/29/to-bedzie-film-o-drzwiach/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 29 Jan 2010 23:37:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nieistniejacy</dc:creator>
				<category><![CDATA[1]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nieistniejacy.wordpress.com/?p=82</guid>
		<description><![CDATA[Nadawanie życia rzeczom zbyt małym żeby mogły być żywe to cel i metoda pewnej twórczej drogi. Nazwę to &#8216;dzwi do piwnicy&#8217; kiedy będzie gotowe. Cellardoor. Podstawą tego rodzaju twórczego myślenia jest obserwacja że w świecie pełnym wymuszeń na każdej indywidualnej wrażliwości jedną z nielicznych metod odkrycia jej i dotarcia do niej są małe boczne drzwiczki, [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=82&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nadawanie życia rzeczom zbyt małym żeby mogły być żywe to cel i metoda pewnej twórczej drogi.</p>
<p>Nazwę to &#8216;dzwi do piwnicy&#8217; kiedy będzie gotowe. Cellardoor.</p>
<p>Podstawą tego rodzaju twórczego myślenia jest obserwacja że w świecie pełnym wymuszeń na każdej indywidualnej wrażliwości jedną z nielicznych metod odkrycia jej i dotarcia do niej są małe boczne drzwiczki, droga przez detal.</p>
<p>Jest to coś pomiędzy wierszykiem o pająku w wannie a Alicją w krainie czarów.</p>
<p>Kiedyś podejmę taką próbę. Chciałbym mieć kamerę.</p>
<p>Zauważylem również że mój umysł domyślnie nie został stworzony do myślenia o karierze i pieniądzach. Zupełnie nie czuje oporu, ba, zatopienie w techniczny proces stało się nawet przyjemnością, jednak sposób mojego myślenia o rzeczach &#8211; oraz cała ta &#8216;niewyłączalność&#8217; i nieusypialność mojego umysłu jest narzędziem do zupełnie innych celów.</p>
<p>Oglądałem jakiś film i zauważyłem że mnisi zen kiedy nie medytują ani nie są w żadnej określonej pozie mają bardzo szczególny układ dłoni, gest oznaczający przywitanie. Zauważyłem że odtwarzając go zyskuję odrobinę więcej wglądu niż przy tradycyjnym medytacyjnym układzie ciała lub przy zupełnie swobodnym. Chciałbym wreszcie dojść do mojej pustki, czasem mylę sytość ze zrównoważoną kontemplacją. A przy tym wcale nie czuję się zagubiony i doskonale znam mój kierunek.</p>
<p>Był też pająk wielkości kilku milimetrów wiszący na pajęczynie koło mojego zlewu. Był tak mały że nie dostrzegłbym go nigdy, gdyby nie to że schylam się myjąc zęby. Musiał być bardzo zaskoczony tym oceanem sterylnej bieli pod jego pajęczyną. Sam zresztą był prawie przeźroczysty.</p>
<p>Wolałbym powiedzieć o nim że przeniósł się gdzieś gdzie miał większe szanse na którąś z tych tłustych listopadowych much (w tej proporcji to tak jakbym ja dostał słonia na talerzu) ale najprawdopodobniej moja matka starła go razem z kurzami.</p>
<p>cellardoor.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nieistniejacy.wordpress.com/82/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nieistniejacy.wordpress.com/82/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nieistniejacy.wordpress.com/82/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nieistniejacy.wordpress.com/82/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nieistniejacy.wordpress.com/82/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nieistniejacy.wordpress.com/82/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nieistniejacy.wordpress.com/82/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nieistniejacy.wordpress.com/82/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nieistniejacy.wordpress.com/82/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nieistniejacy.wordpress.com/82/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nieistniejacy.wordpress.com/82/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nieistniejacy.wordpress.com/82/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nieistniejacy.wordpress.com/82/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nieistniejacy.wordpress.com/82/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=82&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nieistniejacy.wordpress.com/2010/01/29/to-bedzie-film-o-drzwiach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/42f00ab7181b15bdf4ee49b411a90202?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">n.</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Wielki Betonowy Kosciół</title>
		<link>http://nieistniejacy.wordpress.com/2009/12/31/wielki-betonowy-kosciol/</link>
		<comments>http://nieistniejacy.wordpress.com/2009/12/31/wielki-betonowy-kosciol/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 31 Dec 2009 12:55:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nieistniejacy</dc:creator>
				<category><![CDATA[baśnie, bajki, przypowieści]]></category>
		<category><![CDATA[osobliwości]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nieistniejacy.wordpress.com/?p=78</guid>
		<description><![CDATA[Jechałem pociągiem na trasie Wrocław &#8211; Kołobrzeg, o 10.53, z przewoźnikiem TLK którego poznałem od bardzo kurtuazyjnej strony ponieważ całe niemal 400 kilometrów życzył mi przyjemnej podróży, żegnał mnie gdybym wysiadał i po wielokroć przepraszał za nawet tak nieistotne opóźnienie jak 30 minut. Pociąg był dość pełny, jak to przed świętami, a kiedy wsiadłem większość [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=78&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jechałem pociągiem na trasie Wrocław &#8211; Kołobrzeg, o 10.53, z przewoźnikiem TLK którego poznałem od bardzo kurtuazyjnej strony ponieważ całe niemal 400 kilometrów życzył mi przyjemnej podróży, żegnał mnie gdybym wysiadał i po wielokroć przepraszał za nawet tak nieistotne opóźnienie jak 30 minut.</p>
<p>Pociąg był dość pełny, jak to przed świętami, a kiedy wsiadłem większość miejsc była zajęta. Usiadłem w końcu koło młodej pary, ramię w ramię ze szczęśliwie zakochanym nim, i na przeciwko niej. Koło mnie było jeszcze dziecko zupełnie innego małżeństwa zajmującego miejsca przy oknie.</p>
<p>Początkowo spodziewałem się ze to dziecko jest tym wyrokiem który uczyni tę krótką podróż dramatem i dantejskim piekłem (szósty krąg: &#8222;mamo a daleko jeszczeee&#8230;?!?!&#8221;) ale myliłem się. Dziecko było ciche i mało absorbujące, a rodzice spokojni i uśmiechnięci.</p>
<p>Zupełnie co innego młoda para przy moim ramieniu. On był facetem prawdopodobnie kolo 30, o dość spokojnym usposobieniu i w takim misiowatym typie, z brzuszkiem i początkami łysiny. Pracował jako taksówkarz, co łatwo było spostrzec, ponieważ ani na chwilę nie przestali rozmawiać z jego wybranką i to był jeden z głównych tematów. Ona zaś była dziewczyną zgrabnej budowy, lecz urody nieco drugorzędnej, z bladą i szarą twarzą i niesympatycznym uśmiechem który przypominał mi moją niebyłą nauczycielkę niemieckiego, zwłaszcza gdy podpadłem nieznajomością przyimka rodzajowego w trzeciej deklinacji.</p>
<p>Zauważyłem również że w ramach uzyskania minimalnej przynajmniej wygody w puszce na ludzi która nazywa się przedział blada pani nawet na chwile nie zdjęła stóp ze swojego misia, co &#8211; jak się niebawem przekonałem &#8211; doskonale oddawało ich model związku.</p>
<p>Zaczęło się dość niewinnie, ponieważ on powiedział ze ostatnio miał taki kurs, co ona skwitowała beznamietnym &#8216;aha&#8217; z wzrokiem wciąż utkwionym w krajobrazie za oknem. On dodal: i nie uwierzysz kogo wiozłem. Ona spytała kogo. Więc ja, i cały przedział również dowiedzieliśmy się że Jolkę. Osobiście nie znam Jolki, ale blada germanistka widać znała, co znalazło na jej twarzy odbicie w jeszcze straszniejszym grymasie niż ten od trzeciej dekilnacji. To było Obniżenie Kącika Ust Ostatecznego Przygotowania Do Ataku zaraz przed tym jak ty musisz powiedzieć &#8222;nie odrobiłem zadania bo zapomniałem, proszę pani&#8221;</p>
<p>I istotnie, po uprzejmym pytaniu co u Jolki na które rozochocony sukcesem (w postaci uzyskania uwagi swojej pani) miś odpowiedział długo i dobitnie &#8211; popełnił okropny błąd, który kosztował jego, mnie i resztę pasażerów całą masę nerwow. Otóż powiedział że schudła jeszcze i ty przy niej to aż byś na grubą wyglądała.</p>
<p>To zdanie wyznaczyło cały emocjonalny kurs mojej podróży. Nie wiedziałem jeszcze o jaką parę chodzi więc pomyślałem przysypiając &#8222;o stary, ale spieprzyłeś sprawe&#8221; sadząc ze znam przebieg wypadków. Myliłem się.</p>
<p>Pani nic nie odpowiedziała, tylko wróciła do patrzenia w okno. Po chwili do misia dotarło co to oznacza, a może nawet czemu tak robi i zaczął ją poszturchiwać nalegając żeby się nie obrażała. Ona postanowiła go głęboko zlekceważyć więc miś nie ustawał w szczypaniach, poszturchiwaniach, łaskotaniach i podobnych żeby tylko jej szlachetna uwaga znów spłynęła na jego niegodną osobę. W końcu widać zniecierpliwił się bo lekko przesadził co zaowocowało ostrym i przejmującym syknięciem z jej strony, po którym aż mi przeszły ciarki po plecach &#8222;no nie dotykaj mnie no, mało mam już siniaków od ciebie?&#8221;</p>
<p>On na to &#8222;jakich siniaków, ja to mam siniaki jak mnie ostatnio drapnęłaś, i mogę ci pokazać&#8221; Ona: &#8222;ja to bym ci pokazała, całe ramie mam sine&#8221; (tu przez chwile zacząłem się obawiać że ta ekscentryczna galanteria faktycznie ma się wydarzyć) On potwierdził moje obawy mówiąc &#8222;tak? a ja mam siną całą lewą nogę i jeszcze mnie dalej boli&#8221; Ona:&#8221;poprostu mnie zostaw i daj mi spokój&#8221;</p>
<p>I faktycznie kilka minut spędzili w milczeniu.</p>
<p>Następnym powodem do wymiany syknięć był telefon od jej przyjaciółki, w którym oczywiście opowiedziała głośno i dobitnie całą sytuacje jolki i siniaków, napominając również że w pociągu tłok, jej jest niedobrze, ma nadzieję ze ktoś (może ja?) wysiądzie i w ogole jest okropnie i niedobrze.</p>
<p>Miś usłyszawszy jakim jest oprawcą i tyranem zaczął złorzeczyć na dzwoniącą przyjaciółę, czego efekt nie odbiegał daleko od rozmowy o siniakach, to znaczy młoda para wymieniła syknięcia.</p>
<p>Potem pojawiły się problemy taty misia, którego pani nie lubi, stanu ich finansów (dokładniej jej finansów, bo widac miś ma na tyle rozsądku żeby utrzymywac rozdzielność majątkową, ona natomiast nie zapomniała mu wypomnieć ani jednej rzeczy którą sobie kupił), następnie problem siniaków raz czy drugi jeszcze, aż dotarło do problemu pójścia do warsu po kawę.</p>
<p>Dość powiedzieć że ton robił się coraz ostrzejszy a ja przestałem już radośnie przysypiać i zastygłem w oczekiwaniu na rękoczyny, kiedy miś ogłosił basem że on już nie może z tą kobietą i żeby tylko czekała na Poznań, bo tam wysiada. Ona na to że wcale nie wysiada bo nie da mu bagaży. On że nie potrzebuje bagaży bo wszystko sobie nowe kupi, ma prace i kase i kupi jej na złość. Ona że nic sobie nie kupi bo jego portfel i tak jest w jej torbie, na co miś rozpoczą groźby że on jej siłą tę torbę więc będzie odbierał, na co ona odszczekała się tym że konduktora wezwie żeby ją bronił i zrobi mu scenę i czy on tę scenę naprawdę chce.</p>
<p>Miś widać nie chciał i wrócił na swoją pozycję w tym związku bo po chwili milczenia burknął jeszcze tylko kilka razy że paskudna z niej baba ( w czym rację miał absolutną) i wpatrzył się tępo w okno.</p>
<p>Do niej o dziwo również dotarł fakt przegięcia i zaczęła dla odmiany zaczepiać misia mówiąc że to wszystko przez tą jolkę i że zazdrosna jest i czy zazdrosna być nie ma prawa i czy on tego nie rozumie. Pytanie o rozmienie powtórzone zostało przynajmniej z pięć razy bo miś postanowił również widać nie odpuszczać i łatwo wzroku od okna odkleić nie chciał.</p>
<p>Później młoda para wyszła do tego warsu i wróciła w nastrojach nieco lepszych.</p>
<p>Miś chciał wysiadać jeszcze ze dwa razy z powodu jej komentarzy na temat jego drogich butów oraz przemysleń w rodzaju że ją prędziej skręci niż by miała wujkowi misia jakiś prezent kupić.</p>
<p>W poznaniu miś siedział beznamiętnie wyglądając przez okno za utraconą wolnością.</p>
<p>Na drodze do celu pojawił się jeszcze problem bułki, to znaczy miś spytał czy jakaś bułka została, i okazło się że tak, ostatnia.</p>
<p>Miś powiedział więc że bułki nie chce, bo zostawi dla niej, ona odrzuciła propozycje mówiąc że nie jest głodna a już blisko.</p>
<p>Miś nalegał i ona nalegała w coraz ostrzejszych słowach jakieś 30 kilometrów, aż stwierdziła że miś to w ogóle zawsze marnuje jedzenie i nie po to ona tyle pracowała żeby tę bułkę zrobił żeby on ją teraz wyrzucał. Miś znów chciał wysiadać.</p>
<p>Sporo ominęło mnie ponieważ ostatecznie wybrałem wariant z słuchawkami na uszach i The Doors, jednak za każdym razem kiedy je ściągałem docierał do mnie ten sam jazgot szczęśliwie utartego modelu związku z dobrze rozdanymi pozycjami i rozkładem sił.</p>
<p>Święta nad morzem były całkiem udane, co jest tematem osobnej notki, po powrocie musiałem zrobić zakupy.</p>
<p>Na moim brzydkim i szarym osiedlu zrobionym z betonu spojonego bogiem honorem i ojczyzną, oraz śliną fachowców był kiedyś wyjątkowo obskurny warzywniak, który w wyniku swojej obskurności i całkowitego moralnego rozpadu obsługi ostatecznie splajtował i został zastąpiony przez warzywniak równie ohydny który podzielił jego los. Po tym warzywniaku w budzie &#8211; przemalowanej elegancko z szaro &#8211; buro &#8211; niebieskiego na ładny żółto pomarańczowy kolor ktoś wymyślił piekarnię.</p>
<p>Oczywiście pieca tam próżno szukać, jednak dostawy pieczywa są dość regularne a asortyment jakości dobrej. Nie to jednak zaskoczyło mnie w piekarni będącej efektem ustrojowych przemian.</p>
<p>Kiedy wszedłem z zamiarem zakupienia chleba zwykłego typu chleb o smaku chleba (co nie jest takie łatwe dzisiaj, jest to towar dość rzadki i trudno dostępny) Sprzedawca pojawił się za ladą ruchem dość nerwowym i urwanym, dokładniej rzecz biorą wyskoczył jak sprężyna z jakiegoś kąta. Był też dziwny jak na sprzedawcę piekarni, ponieważ na oko miał z 16 lat i czarny lekko wymięty sweter zamiast zwykłego piekarskiego fartucha który przeważnie dominuje po jego stronie lady. Widać było też zupełną dekoncentrację w jego oczach kiedy zapytał co podać.</p>
<p>Przyczyna owej dekoncentracji i wymięcia ujawniła się już pół minuty później, kiedy w ślad za sprzedawcą pojawiła się równie zdezorientowana i lekko zarumieniona dziewczyna, na oko lat 15, która istotnie miała na sobie piekarski fartuch którego ostatni guzik właśnie zapinała w pośpiechu, po to aby oficjalnie podejść i nabić mi mój chleb na kasę, której obsługa była widać jej wyłącznym sekretem.</p>
<p>Całość tej sceny miała w sobie jakiś nieodparcie sentymentalny urok, oraz pozostawiała ogromne pole dla wyobraźni jaka ładna historia o pierwszym zakochaniu musi stać w kącie za ladą piekarni i na jakie trudności natrafią jeszcze dzieci stawiające pierwszy krok w chmury wśród zapachu niezmiennie świeżego pieczywa.</p>
<p>Myślę że niebiesko &#8211; szaro &#8211; burość ostatecznie zwycięży donosem do sanepidu od emerytowanej dewotki zaopatrującej się tam w bułeczkę grahamkę pełnoziarnistą (bo goździkowa mówiła ze błonnik od tego lepszy) której zazdrosne o każdy przejaw życia oko wyśledzi i wyrwie każdy kiełek nowości, zwłaszcza że sklepik z bułkami stoi niebezpiecznie blisko Wielkiego Betonowego Kościoła.</p>
<p>Dwie pary, dwie historie. Notka o moich świętach w następnym przypływie weny.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nieistniejacy.wordpress.com/78/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nieistniejacy.wordpress.com/78/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nieistniejacy.wordpress.com/78/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nieistniejacy.wordpress.com/78/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nieistniejacy.wordpress.com/78/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nieistniejacy.wordpress.com/78/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nieistniejacy.wordpress.com/78/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nieistniejacy.wordpress.com/78/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nieistniejacy.wordpress.com/78/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nieistniejacy.wordpress.com/78/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nieistniejacy.wordpress.com/78/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nieistniejacy.wordpress.com/78/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nieistniejacy.wordpress.com/78/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nieistniejacy.wordpress.com/78/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=78&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nieistniejacy.wordpress.com/2009/12/31/wielki-betonowy-kosciol/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/42f00ab7181b15bdf4ee49b411a90202?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">n.</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>zapiski z podróży</title>
		<link>http://nieistniejacy.wordpress.com/2009/11/15/zapiski-z-podrozy/</link>
		<comments>http://nieistniejacy.wordpress.com/2009/11/15/zapiski-z-podrozy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Nov 2009 21:22:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nieistniejacy</dc:creator>
				<category><![CDATA[1]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nieistniejacy.wordpress.com/?p=72</guid>
		<description><![CDATA[Pierwsza wizyta w Warszawie zakończyła się mieszanym słodko gorzkim smakiem. Jakaś droga została dla mnie &#8211; za mnie &#8211; wybrana. Wracając pociągiem nie wiedziałem co o tym myśleć, właściwie dalej nie wiem. Czuje się trochę oszukany. Patrząc na przesuwającą się za oknami montonną cimność przetłumaczyłem po swojemu tekst Gogol Bordello&#8230; Piękny liryk, choć nastroj muzyki nie do odtworzenia w tekście. Moim pobożnym [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=72&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pierwsza wizyta w Warszawie zakończyła się mieszanym słodko gorzkim smakiem. Jakaś droga została dla mnie &#8211; za mnie &#8211; wybrana. Wracając pociągiem nie wiedziałem co o tym myśleć, właściwie dalej nie wiem. Czuje się trochę oszukany. Patrząc na przesuwającą się za oknami montonną cimność przetłumaczyłem po swojemu tekst Gogol Bordello&#8230; Piękny liryk, choć nastroj muzyki nie do odtworzenia w tekście.</p>
<p>Moim pobożnym życzeniem pozostaje żeby dwuznaczność tego tekstu dotarła tam gdzie powinna&#8230; Książe na dorobku i księżniczka na garnuszku.</p>
<p>&#8222;Potrafiłaś mnie prowadzić przez mosty płonące</p>
<p>I słodziłaś myśli cierpkie, i koiłaś drżące</p>
<p>Tylko z tobą mogłem śpiewać dla widowni pustej</p>
<p>To do ciebie się uśmiecham gdy nas widzę w lustrze</p>
<p>I bądź pewna że przyjadę</p>
<p>gdybyś zadzwoniła</p>
<p>by dziękować ci za wszystko</p>
<p>co dla mnie zrobiłaś</p>
<p>i być z tobą każdą noc</p>
<p>choc to wciąż za krótko</p>
<p>jestem zawsze cały twój</p>
<p>wódko&#8221;</p>
<p>.</p>
<p>.</p>
<p>.</p>
<p>.</p>
<p>I jeszcze mysl na osłodę dnia:</p>
<p>&#8222;byc może marnuję mój czas na internet, ale oszczędzam go na kościele!&#8221;</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/nieistniejacy.wordpress.com/72/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/nieistniejacy.wordpress.com/72/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/nieistniejacy.wordpress.com/72/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/nieistniejacy.wordpress.com/72/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/nieistniejacy.wordpress.com/72/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/nieistniejacy.wordpress.com/72/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/nieistniejacy.wordpress.com/72/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/nieistniejacy.wordpress.com/72/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/nieistniejacy.wordpress.com/72/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/nieistniejacy.wordpress.com/72/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/nieistniejacy.wordpress.com/72/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/nieistniejacy.wordpress.com/72/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/nieistniejacy.wordpress.com/72/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/nieistniejacy.wordpress.com/72/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=nieistniejacy.wordpress.com&amp;blog=5964209&amp;post=72&amp;subd=nieistniejacy&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://nieistniejacy.wordpress.com/2009/11/15/zapiski-z-podrozy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://0.gravatar.com/avatar/42f00ab7181b15bdf4ee49b411a90202?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">n.</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
