Nadawanie życia rzeczom zbyt małym żeby mogły być żywe to cel i metoda pewnej twórczej drogi.

Nazwę to ‘dzwi do piwnicy’ kiedy będzie gotowe. Cellardoor.

Podstawą tego rodzaju twórczego myślenia jest obserwacja że w świecie pełnym wymuszeń na każdej indywidualnej wrażliwości jedną z nielicznych metod odkrycia jej i dotarcia do niej są małe boczne drzwiczki, droga przez detal.

Jest to coś pomiędzy wierszykiem o pająku w wannie a Alicją w krainie czarów.

Kiedyś podejmę taką próbę. Chciałbym mieć kamerę.

Zauważylem również że mój umysł domyślnie nie został stworzony do myślenia o karierze i pieniądzach. Zupełnie nie czuje oporu, ba, zatopienie w techniczny proces stało się nawet przyjemnością, jednak sposób mojego myślenia o rzeczach – oraz cała ta ‘niewyłączalność’ i nieusypialność mojego umysłu jest narzędziem do zupełnie innych celów.

Oglądałem jakiś film i zauważyłem że mnisi zen kiedy nie medytują ani nie są w żadnej określonej pozie mają bardzo szczególny układ dłoni, gest oznaczający przywitanie. Zauważyłem że odtwarzając go zyskuję odrobinę więcej wglądu niż przy tradycyjnym medytacyjnym układzie ciała lub przy zupełnie swobodnym. Chciałbym wreszcie dojść do mojej pustki, czasem mylę sytość ze zrównoważoną kontemplacją. A przy tym wcale nie czuję się zagubiony i doskonale znam mój kierunek.

Był też pająk wielkości kilku milimetrów wiszący na pajęczynie koło mojego zlewu. Był tak mały że nie dostrzegłbym go nigdy, gdyby nie to że schylam się myjąc zęby. Musiał być bardzo zaskoczony tym oceanem sterylnej bieli pod jego pajęczyną. Sam zresztą był prawie przeźroczysty.

Wolałbym powiedzieć o nim że przeniósł się gdzieś gdzie miał większe szanse na którąś z tych tłustych listopadowych much (w tej proporcji to tak jakbym ja dostał słonia na talerzu) ale najprawdopodobniej moja matka starła go razem z kurzami.

cellardoor.